Chapter 4: The Great Ocean Road

Way to Melbourne
So the story continues. From breathtaking Australian New Zealand – Wilsons Promontory Park – to the Great Ocean Road through the capital city of Victoria. There’s not much time to spend here, I need to keep moving. The only thing I decide to visit in Melbourne, is a local aquarium and go for a short walk around the city center. Oh, and of course the Brighton Beach.

There are 82 bathing boxes here
Over 100 years old, licensed and made of timber. Iconic. Still in use. Someone opened one and I looked inside. Surfing boards, beach towels, chairs, tables, canoes… The boxes are painted with bright, vivid colours. Immediately recognizable. Picture is a must!

Hit the road again
But not just any road. The Great Ocean Road. It’s called great for a reason and ocean for a reason, too. For 243 km it gives you thrills of amazing views and driving at the edge of the cliffs. Constant swinging from left to right and a speed limit of an average 50 km/hr speak for themselves. And so, it took me almost 8 hrs to cover the distance of around 350km. At the end of this road, it was a real race with the time of inevitably falling dusk. Oh, but the views…

…the views…
Were totally worth it and absolutely stunning. All of the formations are nature marvels – cliffs, caves and rocks built from the limestone. Fragile and brittle, warm beige and sandy layers almost vertical, falling straight into the navy blue and turquoise deep. And in between this – me. The famous Twelve Apostles are not twelve anymore. 45 meters tall pillars fall into the ocean in result of wind and water erosion, so there are only 8 left now. The London Bridge is an Arch now for the same reason. There are many other beautiful shapes, curves, shorelines, inlets, beaches and caves that can be found here and one drive is probably not enough to explore them all.

The dusk has come eventually
There’s a town at the end of this winding road, called Warrnambool, where I stay for the night. Close to a calm water reservoir, across from a loud and cheerful summertime fun-fair, I take 20 cents-worth paid shower and set up a small evening treat at park’s open barbecue area. There’s a pinkish gleam in the sky this evening. It was deffinitely a GREAT day.


Droga do Melbourne
Podróży ciąg dalszy. Z zapierającej dech w piersiach australijskiej Nowej Zelandii – Parku Wilsons Promontory – w kierunku Great Ocean Road przez stolicę Wiktorii. Nie mam za wiele czasu by tu spędzić, muszę jechać dalej. Tak więc, jedyne co postanawiam zrobić w Melbourne, to zwiedzić tutejsze akwarium oraz przejść się po centrum miasta. Aha, i oczywiście zobaczyć Plażę Brighton.

Znajdują się tam 82 budki kąpielowe
Ponad stuletnie, z “plażową” licencją, drewniane. Kultowe. Ciągle używane. Ktoś otworzył jedną i zajrzałam do środka. Deski surfingowe, ręczniki plażowe, krzesła, stoliki, kajaki… Budki pomalowane są w jasne, żywe kolory. Natychmiast rozpoznawalne. Zdjęcie obowiązkowe!

By znów wyruszyć w drogę
Ale nie byle jaką drogę. “Wspaniałą Oceaniczną Drogę”. Są powody, dla których jest nazwana wspaniałą i oceaniczną. Przez 243km dostarcza widokowych emocji i jazdy na zboczu klifów. Ciągłe kołysanie z lewa na prawo i średnie ograniczenie prędkości do ok. 50 km/h mówią same za siebie. Tak więc, zajęło mi prawie 8 godzin, żeby pokonać dystans ok. 350km. Na końcu tej drogi, zaczął się prawdziwy wyścig z nieuchronnie zapadającym zmierzchem. Oh, ale te widoki…

…te widoki…
Były całkowicie warte tego i absolutnie oszałamiające. Wszystkie te formacje, to cuda natury – klify, jaskinie i skały zbudowane z piaskowca. Delikatne i kruche, koloru ciepłego beżu, ułożone warstwami w prawie pionowych ścianach, spadające prosto do granatowo-turkusowej otchłani. A pomiędzy tym – ja. Słynnych Dwunastu Apostołów nie ma już dwunastu. 45-metrowe filary spadają do oceanu w wyniku działania erozji wiatru i wody, dlatego zostało ich teraz tylko ośmiu. Most London Bridge, to teraz tylko Łuk, z tego samego powodu. Jest tutaj wiele innych pięknych kształtów, krzywizn, linii brzegowych, zatoczek, plaż i jaskiń, dla których odkrycia, jedna podróż jest niewystarczająca.

Zmierzch niechybnie nadszedł
Na końcu tej krętej drogi jest miasto o nazwie Warrnambool, gdzie zatrzymałam się na noc. Blisko przy spokojnej wodzie i na przeciw od głośnego i radosnego letniego wesołego miasteczka, wzięłam 20 centów-warty płatny prysznic i zorganizowałam małą przekąskę na otwartym grillu w parku. Tego wieczoru niebo rozświetla ta różowa poświata. To był zdecydowanie WSPANIAŁY dzień.

Advertisements

2 thoughts on “Chapter 4: The Great Ocean Road

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.